Cieszyć się najbardziej lub najbardziej

Praga jest jednym z najbardziej romantycznych miast na świecie przez cały rok, Czy jesienią, gdy drzewa pozbędą się liści, które ześlizgną się po źródłach; w zimie, gdy śnieg zalewa miasto; wiosną, kiedy kolorowe kwiaty ożywią Park Petřín; lub w lecie, kiedy pogoda jest idealna, aby przejść całą miłość przez ulice ... Przygotuj się, by zakochać się w nie jednym, ale we wszystkich 26 bujnych, naturalnych atolach (wyspach i odizolowanych rafach) tego południowoazjatyckiego kraju wyspiarskiego. Opalaj się przez cały dzień poza bungalowem z podwyższoną wodą lub nurkuj głęboko w jednych z najbardziej znanych miejsc do nurkowania na świecie. Sprawdź tutaj tłumaczenei polski-niemiecki słowa cieszyć w słowniku online PONS! Gratis trener słownictwa, tabele odmian czasowników, wymowa. Na starość pojawiają się zmarszczki i siwe włosy, a organizm przecież już nie ten. Ale wygląda na to, że to właśnie wtedy jesteśmy najbardziej szczęśliwi i wolni od trosk. Jak to ... Ani Stany Zjednoczone, ani Chiny, ani Europa nie są najbardziej innowacyjne. Lider jest z Azji. W Europie najlepsi stają się jeszcze bardziej nowatorscy i zostawiają pozostałych daleko. European Innovation Scoreboard (EIS) 2020, czyli Europejski Ranking Innowacyjności, oprócz państw członkowsk... Najbardziej wpływowi influencerzy w polskim internecie [RANKING] I oczywiście niektórych jego bohaterów nie trzeba nikomu przedstawiać. Zwycięzca – Robert Lewandowski – sławę i autorytet zbudował przede wszystkim offline, ostatnio grając na pozycji napastnika w klubie Bayern Monachium. Stacja kolejowa znajduje się w pobliżu 10 th dzielnica na północy Paryża, więc większość pasażerów to paryżanie. Tylko 3% pasażerów pociągu to turyści, którzy przyjeżdżają z lub do Wielkiej Brytanii przez pociąg Eurostar. Najbardziej ruchliwy dworzec kolejowy w Europie został zbudowany 3 roku, pomiędzy 1861 i 1864.

Obiecana historia ratowania kotów ze Słowacji - z wstępem i prawie happy endem

2020.04.28 13:48 leotheabys Obiecana historia ratowania kotów ze Słowacji - z wstępem i prawie happy endem

O tym, jak to się życie dziwnie plecie
Mój tata w 2005 lub 2004 roku wraz z uczniami jego szkoły postanowił posprzątać i odrestauraować zapomniany cmentarz w Wilczych Kątach w lesie blisko naszej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim. Udało im się doprowadzić tablice do względnej czytelności i ustawić je tak, aby wszystko naprawdę przypominało niewielki cmentarzyk. W 2018 roku w marcu odezwała się do taty na mail osoba z zagranicy, która jakimś cudem otrzymała ten kontakt przez Facebooka. Jako, że tata nie zna tego języka, a ja jestem jego tłumaczką, poprosił mnie o przetłumaczenie. Pokrótce – pani podejrzewała, że na tym cmentarzu leżą jej rodzice. Chciała się tam udać, ale jako że nie ma tam wytyczonej żadnej oficjalnej trasy – poprosiła o oprowadzenie. Tata więc zapytał się mnie, czy będę robić za tłumacza i tak poznałam Johna i Ellen, którzy mieszkają na Słowacji blisko Tatralandii. Dość powiedzieć, że wszyscy znaleźli na cmentarzu swoich krewnych i byli niezwykle wzruszeni. Nagle John zaproponował mi i mojemu ówczesnemu partnerowi, abyśmy przyjechali do nich zaopiekować się ich psiakami podczas ich wyjazdu do Azji. Pracowałam wówczas zdalnie, więc niewiele myśląc, zgodziłam się.
Cud nad Marą
Majówka za granicą, w dodatku niedaleko – wydawałoby się zwyczajny wyjazd wypoczynkowy. Pojechałam petsittować psiaka, a wróciłam z kocią mamusią i jej synkiem. Koty „prześladują” mnie, gdziekolwiek się nie udam. Chyba zaczynam wierzyć w przeznaczenie.
Liptowski Mikułasz to miasto bardzo dobrze znane Polakom. Liptowska Mara i pobliska Tatralandia to atrakcje przyciągające tysiące naszych rodaków, zwłaszcza podczas majówki, czy sezonu wakacyjnego. Mnie w turystycznym okresie przyszło opiekować się pieskiem znajomych, którzy mieszkają w pobliskiej wsi, Liptowskim Trnovcu. Chacha, suczka rasy hawańskiej, przywitała mnie merdaniem ogonka i przyjaźnie wywieszonym jęzorkiem jeszcze w Krakowie, skąd John i Ellen, moi znajomi, odebrali mnie i towarzyszącą mi osobę. Jeszcze w drodze dowiedziałam się, że na pewno spodoba mi się okolica, bo w pobliskich rolniczych gospodarstwach bytują koty.
Smutna prawda o… ludziach
Nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona do widywania kotów gospodarskich. To nie żadna tajemnica, że często są zaniedbane – nikt nie dba o ich regularne odrobaczanie, szczepienia czy nawet zwykłą sterylizację. Ludzie w Trnovcu, jak się później okazało, uważają kastrację i sterylizację za coś nienaturalnego, więc koty mogą sobie zachodzić w ciążę do woli, aż umrą z wycieńczenia, przez choroby, czy podczas niebezpiecznego porodu.
Był 1 maja, święto, w razie czego wszystkie instytucje, w tym gabinet weterynaryjny, są pozamykane. Zwłaszcza na wsi, ale i w okolicznym miasteczku. Na wszelki wypadek lepiej byłoby akurat tego dnia nie znajdować żadnych kotów potrzebujących pomocy. W tej kwestii jednak nie miałam nic do gadania – los wybrał za mnie.
Opalony właściciel kosi trawę na działce, przy której zatrzymuje się niewielka biało-czarna kotka. Kiciam na nią, jak to mam w zwyczaju, choć zwykle rezultaty kiciania są marne. Ta kotka przychodzi od razu, odrobinę wolniejszym krokiem, ale bardzo spragniona kontaktu. Kiedy już zbliża się do mnie, zaczynam wyczuwać potencjalny problem: mała gwiżdże i rzęzi jak traktor! Głaszczę ją i tulę, bo garnie się do człowieka całym swoim zmizerniałym ciałkiem. Właściciel wyłącza kosiarkę – oho! – myślę, będzie problem. Rozmowa między nami toczy się po polsko-słowacku, więc możliwe, że jakieś tłumaczenia stanowiące okoliczności łagodzące po prostu ominęły moje uszy. Pokrótce: kotka jest „jakby jego”, przypałętała się parę lat temu, w sumie to jest chora, ale kiedyś też już była i jakoś nie zdechła (sic!), więc teraz też sobie poradzi; aha, i ma młode.
Tutaj mój słuch na pewno nie zawiódł. Pytam, czy weterynarz nie wchodzi w grę, skoro matka jest wychudzona i chora, a ma kocięta. Pan macha tylko ręką. Dla mnie to oznacza jedno: teraz moje ręce zaczną działać. Proszę go, żeby poczekał, a ja tylko pójdę po coś do domu, w którym mieszkam (czyli jakieś 100 metrów dalej). Przynoszę ze sobą transporter suczki Chachy i postanowienie, że nie odpuszczę, dopóki nie dostanę wszystkich kotów.
Jak zwykle przeceniam chęci przeciętnego człowieka. Kiedy mówię, że wezmę koty na leczenie i mieszkam: o, tu (wskazując na dom na wzgórzu), od razu pozwala mi spakować chorą kocią mamusię i prowadzi mnie do szopki, gdzie powiła kocięta. Nadal nie wiem ile. Okazuje się, że miała dwa kocięta, ale po wręczeniu mi pierwszego małego, wykręcającego się szczurokotka, pan zaczyna machać rękami i mówić „to ne je dobre”. Nalegam jednak i dostaję do rąk sztywnego, zimnego malucha, który wręcz chrupał właścicielowi pod palcami silnych rąk. I już wiem, że teraz kotka będzie mamusią z jedynakiem. A ja będę ich tymczasową opiekunką.
Małymi kroczkami
W pięknym domu z drewnianych bali, Ellen ma swój pokój do ćwiczenia jogi. Decyduję, że tam będzie najlepiej umościć kocią mamę z jej maleństwem. W piwnicy, która nadal cierpi na bycie składzikiem remontowych szmatek, narzędzi i opakowań, mój towarzysz znajduje poplamione farbą prześcieradła i koce, a także brudny misowaty kawał plastiku, który nada się idealnie na kuwetę. Przycupnięta przy domu górka piasku, także składowana jeszcze od remontu, zachęca do wykorzystania materiału na wypełnienie kuwety. Pożyczam jedną z misek Chachy i biorę co bardziej obtłuczone miseczki na wodę i robię wychudzonej, chorej kociej mamie i jej szczurokotkowi ich własny nursery room. Po skończonej pracy rozglądam się, kiwam głową aprobująco i ulokowuję mamusię w podkradzionym Chachy legowisku, kładąc jej maleństwo tuż przy niej. A potem wybucham płaczem.
Czy to, co robię, jest potrzebne? Tak. Czy to, co robię, jest dobre? Oczywiście! Więc skąd ten płacz? Chyba z wyczerpania emocjonalnego, poczucia niesprawiedliwości i strachu; strachu że odpowiedzialność, jaką na siebie wzięłam może mnie przytłoczyć. Za dobrze znam świat fundacji kocich, żeby nie wiedzieć, jakim ryzykiem obarczone są takie działania. Nie zawsze wszystko kończy się happy endem.
Następne dwa tygodnie działam małymi kroczkami: idę do weterynarza pierwszego dnia, przez dziesięć dni robię mamusi podskórne zastrzyki, dzień w dzień tuląc ją po ukłuciu; wynoszę kocie bobki, zmieniam wodę w miseczce, mieszam mokrą psią karmę z suchą kocią i dokupuję kocie puszki z pieniędzy, które miałam przeznaczyć na ludzkie jedzenie. Suczka Chacha jest bardziej niż chętna, by poznać nowych rezydentów, ale rezygnuje po jednej nieudanej próbie zaprzyjaźnienia się, która skończyła się szybkim naszpikowanym pazurkami ciosem w nos. Z mamusiami się nie zadziera, nawet jeśli są w trakcie rekonwalescencji.
Pomoc na miejscu
Podczas pobytu w Trnovcu kontaktowałam się z wieloma lokalnymi organizacjami pomagającymi kotom, w tym jedną, która miała mackę interwencyjną. SOS Mačky i Zvierací ombudsman udzielały mi porad przez telefon i czaty na mediach społecznościowych. Nie istnieje jednak bezpośrednie narzędzie instytucjonalne, przy którego pomocy mogłabym odebrać kotki teoretycznemu właścicielowi. Na szczęście absolutny brak zainteresowania z jego strony, niechęć do kontynuowania leczenia i generalny brak poszanowania dla istot żywych pomógł mi podjąć decyzję: przeprowadzam rozmowę z hostami po ich powrocie i próbuję przeforsować zabranie kotów ze sobą.
Niestety prawo dotyczące ochrony zwierząt, zwłaszcza dziko bytujących czy o nieokreślonym statusie, ma się gorzej niż źle na Słowacji. Policja musiałaby złapać właściciela czy gospodarza nieruchomości, gdzie bytują zwierzęta, na gorącym uczynku, jak je bije, wlewa im trutkę do miski czy wyrywa paznokcie obcęgami, żeby w ogóle zareagować. Nieleczenie i niekarmienie kotki, która niby-jest, niby-nie-jest własnością się nie liczy. Na szczęście prawo to ma się zmienić: weterynarze będą w końcu wyposażeni w kompetencje swego rodzaju ambulansu antyprzemocowego i to oni będą decydować, co wystarczająco obciąża opiekuna, aby interweniować i ewentualnie odebrać zwierzęta.
Sąd dnia ostatniego
Tuż po przyjeździe naszych gospodarzy postanowiłam poinformować ich o całej sytuacji. Wiedziałam, że raczej nie będą mieli nic przeciwko, ale na zapas martwiłam się najbardziej, jak umiałam. Ellen była zachwycona mamusią i jej młodym, a John nawet usadowił malucha na swoim pokaźnym brzuchu i zagadywał do niego po słowacku. Zielone światło do wyruszenia w drogę załatwiłam parę dni wcześniej w odpowiednim gabinecie w miasteczku. Musiało paść w końcu pytanie: przewieziecie nas z kotami do Polski? Plany były takie, że zostaniemy odstawieni do Krakowa, ale zależało mi na jak najbardziej bezpośredniej podróży do Torunia. Przez serwis BlaBlaCar umówiłam się na podróż z okolic Jastrzębia-Zdroju autostradą prosto do Torunia, licząc na to, że z postojami na toaletę Mamenia i jej mały Groszek (taki przydomek z powodu jego szczurokotkowego rozmiaru otrzymało ode mnie kocię-jedynak) jakoś w miarę wygodnie i bezpiecznie pokonają tę trasę. Nie wiem jakim cudem, ale wszystko udało się, mama i maleństwo przeżyli, ja i towarzysz również. Na granicy nikt nas nie zatrzymywał ani nie prosił o żadną dokumentację, na szczęście.
Cud nad Wisłą
W domu rodzinnym, do którego udałam się zaraz po przyjeździe, wszyscy wzruszali ramionami w najlepszym wypadku, a w najgorszym wyrażali zdecydowane niezadowolenie moimi nowymi kompanami ze Słowacji. Nie dało się przekonać ich, że znalazłam im już wspaniały dom tymczasowy u znajomej z czasów licealnych. Samo to, że znów wplątałam się w pomaganie kotom, wywołuje u moich krewnych dreszcze i wysypkę. Trudno, nie o to chodzi w pomaganiu, żeby wszyscy ci gratulowali.
Na wizycie kontrolnej w klinice, w której pracuje moja przyjaciółka technik weterynarii, wszystko wydawało się być już w porządku, załatwione, a za kilka dni kotki miały trafić do znajomej do domu tymczasowego. Los bywa jednak przekorny na tak wiele sposobów, że trudno jest to sobie nawet wyobrazić.
Okazuje się, że następnego dnia, tym razem w mieście nad Wisłą i już w Polsce, przyjaciółka z kliniki znalazła na drodze małą, całą zaropiałą i zasmarkaną maleńką koteczkę. Trzytygodniowe biedactwo nie wiedziało, co się wokół niego dzieje i nie chciało przyjąć butelki z formułą dla kociąt. Maleńka słabła z godziny na godzinę. Wieczorem otrzymałam od koleżanki telefon: „Słuchaj, ta twoja mamusia to jeszcze karmi? Bo mam taką sprawę...”; takie słowa od kogoś z kociej społeczności mogą znaczyć tylko jedno – chce ci wcisnąć kotka.
Kochanej Mameni, jak to zwykłam na nią mówić, wystarczyło pół godziny niuchania z prychaniem, aby przyjąć maleńkie białe nieszczęście pod swoje skrzydła. Straciła przecież jedno kocię jeszcze zanim zdążyłam ją poznać. Zatrzymała więc to miejsce dla potrzebującej kociej sierotki z sąsiedniego, ale przecież zupełnie obcego kraju. I choć śmierć jej maluszka była niewątpliwie tragiczna, to życie znalazło inny sposób, aby nadal miała dwa kocięta do kochania.
Happy ending... prawie
Historia patchworkowej kociej rodziny kończy się największym happy endem na jaki kotki mogły sobie zapracować – ich dom tymczasowy u mojej wspaniałej koleżanki Elizy przekształcił się w dom stały. Już samo to, że zgodziła się przygarnąć trzy, zamiast umówionych dwóch kotków, zdawało mi się być absolutnie cudowne. Kiedy jednak ostatecznie, po wielu przejściach zdrowotnych z gromadką, zdecydowała się stworzyć im dom na całe ich życie – wtedy moje serce, umysł i całe ciało wypełniło się bezgraniczną wdzięcznością. Bez niej cała ta przygoda mogłaby wcale nie mieć szczęśliwego zakończenia. Stało się jednak inaczej. I jestem za to niezmiernie wdzięczna wszystkim, którzy pomogli patchworkowej słowacko-polskiej kociej rodzince.
Niestety, nie jest to koniec historii Mamenia Kala(repka), synek Groszek i córeczka Sojka nie mogli się długo cieszyć swoim szczęściem. Po niecałych czterech miesiącach maleńka zapadła na panleukopenię. Jeśli ktokolwiek mierzył się z tą okrutną chorobą, dobrze wie, że nie daje ona prawie żadnych szans maluchom. Mimo szczepienia w odpowiednim terminie Sojka odchodzi w ramionach swojej opiekunki. Została pochowana na cmentarzu dla zwierząt pod Warszawą.
Kala i Groszek urośli, podtuczyli się i stali największymi przytulakami, jakie można sobie wyobrazić. A ja mogę co kilka dni cieszyć się wideo z ich mordkami i słodkimi zdjęciami, jak się przytulają.
submitted by leotheabys to Polska [link] [comments]


2019.03.29 15:04 swapix_com 8 przyczyn, dla których warto kupić Apple Watch na Swapix

8 przyczyn, dla których warto kupić Apple Watch na Swapix

https://preview.redd.it/tqa83f35e2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=207220bbafb731fa90cdee2c98cce792bd6fdb93
W 2015 roku świat przeżył drobną rewolucję - na rynku pojawiły się "inteligentne zegarki" Apple Watch. Opinie miłośników Apple były podzielone: jedni od razu zakochali się w tych zegarkach, a inni uznali je za drogi i kompletnie niepotrzebny gadżet. Ekipa z Swapix postanowiła się zastanowić, czym tak naprawdę Apple Watch odróżnia się od zwykłych analogicznych urządzeń i co tak naprawdę on potrafi, a czego nie oferują konkurencyjne "inteligentne zegarki".
Parametry
https://preview.redd.it/a1tpq7o7e2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=70bea05f4e4a873e4fcf7423d72237de03bee3be
Apple Watch nie tylko daje możliwość wyboru między korpusem o grubości 38 mm i 42 mm z aluminium lub stali nierdzewnej, ale także daje użytkownikom możliwość zmiany wyglądu wyświetlacza. Nie ma znaczenia, czy użytkownik woli tradycyjny design, cyfrowy, nowoczesny styl czy ekstrawaganckie ręce myszki Miki, wskazujące godzinę - zmiana wyglądu zewnętrznego jest kwestią własnego wyboru i chęci.
Co więcej, do wyboru jest cała masa przeróżnych pasków, od nylonowych w sportowym stylu do designerskich pasków znanych marek. Wszystkie można wybrać i kupić na Swapix.
Design
https://preview.redd.it/87jzd769e2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=2b8fafc509bdc49ca2c847173d10b1933185491e
Design zegarka Apple Watch powinien zadowolić nawet najbardziej wybrednego użytkownika. Dynamiczne kolory i delikatne, doskonale zaprojektowane kształty korpusu nadają mu futurystyczny wygląd, który spodoba się niemal każdemu.
Wygoda
https://preview.redd.it/ei0c8tsae2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=2dd1d11661e4ec4eede6115ad4b53526d8cdefc2
Inteligentne zegarki Apple naprawdę wprowadzają wiele udogodnień do codziennego życia. Dzięki temu zegarkowi można odpowiadać na smsy i wiadomości, a także dzwonić za pośrednictwem wbudowanej smart-karty. Należy dodać, że w celu skorzystania z zestawu głośnomówiącego należy upewnić się, że użytkownik znajduje się w spokojnym lub izolowanym miejscu.
Oczywiście w celu napisania wiadomości będziesz potrzebować smartfona, aczkolwiek Apple Watch wśród swoich możliwości posiada również możliwość tworzenia szablonów wiadomości.
Zdrowie
https://preview.redd.it/uxxdxuhce2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=16ff1cc2a2ea959291c1081ec191f2424aeb8def
Apple Watch posiada możliwość śledzenia pulsu i tętna. Urządzenie, wykorzystując czujniki zainstalowane w tylnym panelu, będzie kontrolować puls i przedstawiać codzienne szczegółowe raporty na jego temat.
Ponadto, dostępnych jest wiele przydatnych aplikacji które są związane ze zdrowiem, takich jak śledzenie spożycia wody i kalorii (Lifesum), śledzenie trybów snu (Lark), czy śledzenie codziennego grafiku przyjmowania lekarstw (WebMD).
Fitness
https://preview.redd.it/hqvdyaoee2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=9645f987e172bc171dbed95d70ba258ba4df39f0
Firma Apple zainwestowała wiele sił i środków w swoją aplikację o nazwie "Aktywność". Aplikacja ta 24 godziny na dobę śledzi trzy kwestie: odpowiednie spalanie wystarczającej ilości kalorii, cogodzinną aktywność fizyczną oraz codzienne spacery (30 minut dziennie).
Zdalne sterowanie fotografowaniem
https://preview.redd.it/xx0ayn7ge2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=b4d583ab0577dbfdbf61d4ff1e9d71a21b62e1e5
Bardzo często dosyć trudne jest zrobienie udanego zdjęcia grupowego, gdyż trudno wybrać odpowiednie ujęcie. Apple Watch dzięki funkcji zdalnego sterowania daje możliwość sprawdzić przed zrobieniem zdjęcia, jak będzie ono wyglądać.
Muzyka
https://preview.redd.it/asdt4qrie2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=2466d4c5a99be69cb61e4d339a13526f6402e3e6
Bardzo przyjemna jest możliwość słuchania muzyki w trakcie pracy. Apple Watch można połączyć ze słuchawkami Bluetooth, co daje możliwość swobodnego zajmowania się swoimi sprawami, a jednocześnie cieszyć się muzyką.
Szukanie swojego iPhona
https://preview.redd.it/o22q806ke2p21.png?width=600&format=png&auto=webp&s=1bf40ce82467c837c7e9befb583e37c12c8ec4a8
Dość często ludzie zapominają, gdzie zostawili swojego iPhona. Ten problem można rozwiązać za pomocą Apple Watch, ponieważ dzięki niemu można zadzwonić na smartfon. Jeśli jednak nawet "inteligentny zegarek" nie pomaga w znalezieniu smartfona, to z pewnością uda się to za pomocą Swapix.
Zaletą Apple Watch jest to, że daje on dostęp do wszystkich aplikacji znacznie łatwiej i szybciej. Daje on możliwość korzystania z aplikacji do nawigacji, tłumaczeń lub zakupów potrzebnych towarów na Swapix bez konieczności wyjmowania swojego smartfona.
submitted by swapix_com to u/swapix_com [link] [comments]


2019.01.04 10:32 Gazetawarszawska Trupojad Duda poprowadzi marsz 11 listopada

+++
Laudetur Iesus Christus
Trupojad, filosemita prezydent polin Andrzej Duda. Zaliczył kolejny heroizm swojego upodlenia i bezwstydu, rzucił się na zdelegalizowany Marsz Niepodległości i go pożarł, to znaczy się udławił i skompromitował. Już teraz - piatek - widać, ze ta nikczemna zabawa źle się skończy, głównie dla Dudy. Kradzione nie tuczy.
A będzie tylko gorzej, bo tumult związany z podwójnymi marszami: Niepodległości godz. 14 i Biało - Czerwonym godz. 15 może przynieść niewyobrażalne skutki – przelew krwi i jego dalekie konsekwencje.
+
Nie potrafiąc w żaden sposób sprostać wymaganiom Daniels`a i Azari w kwestii koszerności haseł, głosów i znaków Marszu Niepodległości, duo Morawiecki-Duda zaaranżował ustawkę z żydówką Hanną Gronkiewicz Waltz ­- Hajka Grundbaum.
Hajka z warsiawy wydała w środę zakaz marszu 11 listopada, a parę godzin później media pokazywały dramatyczne biegi Morawieckiego do Dudy i negocjacje najwyższego szczebla na temat rozwiązania tego problemu. Była to zwykła propagandówka medialna, mająca ustawić podświadomość widzów na dalsze wydarzenia - rzekomo aranżowane ad hoc przez „Pana Prezydenta” i „Pana Premiera”.
Negocjacje się odbyły i problem został rozwiązany. Pan Prezydent wziął wszystko na klatę, bo jeśli Marszu Niepodległości nie ma, to on „prezydent” taki marsz poprowadzi. Nowy marsz wyruszy nieco później niż pierwotnie planowany, ale za to marsz pójdzie tą samą trasą, będzie to marsz Biało - Czerwony. Ważne jest, aby nie było tam koloru zielonego, gdyż jest to kolor faszystów ONR, a to dobrym żydom w świecie kojarzy się z sześcioma milionami niewinnych żydów zagazowanych przez polską nienawiść i antysemityzm.
Sam pochód będzie ochraniany przez wojsko i kolumny wozów bojowych, a więc jesteśmy blisko zastosowania Ustawy 1066. Bo w końcu ze względu na uzgodnione wcześniej epidemie policji polskiej trzeba sprowadzić posiłki zagraniczne niemieckie, a żydowskie z Izraela już przecież są i tylko patrzą, aby Polakom pomóc. Ukraińskie rezuny też już są, tak w Warszawie - w kwaterach opłacanych przez Morawieckiego, jak i w autobusach na granicy z Ukrainą. Rezuny są od tego, by podpalać, a policja żydowska, aby gasić - Charlie Hebdo versus Charlie Chaplin, czyli Benjamin Netanyahu.
Oczywiście pusty Duda tego wszystkiego nie wymyślił, ani też najwybitniejszy absolwent szkoły specjalnej IIIRP magister Morawiecki nie dalby rady. Nie wymyślił tego nawet Kaczyński czy idiotka Hajka. To wszystko wymyśli specjaliści od wizerunku, o czym pisaliśmy w art. pt. Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE.
We wspomnianym wyżej art: „ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE!” opisaliśmy sytuację mówiącą o tym, że to wszystko w Polsce nie jest żadną grą polityczną, wyborami czy rozruchami ulicznymi, lecz ustawką specjalistów od wizerunku.
Specjaliści od wizerunku reprezentujący swoich pełnomocników tak sterują ich „zachowaniami publicznymi”, aby ogólna sytuacja polityczna w Polsce toczyła się po myśli ukrytych manipulantów. Grubiaństwo, brak jakiegokolwiek tła polskiego w tych podejmowanych decyzjach, sprzeczności, deptanie sobie po piętach wskazuje wyraźnie na to, że sznurki od tych kukiełek tego rządu i prezydenta są w rękach osób, które nie czują polskiej kultury, tradycji ani nie znają nawet polskiego języka - to są prymitywni, aroganccy żydzi z New York lub Tel Aviv - Jonny Daniels o Marszu Niepodległości 2017.
Może byłoby to żenujące, żałosne, poniżające nas czy śmieszne, ale tak nie jest.
To jednak tak nie jest!
To jest strasznie niebezpieczne, nasze przyzwolenie na to, to nasza śmierć, żartów tu nie ma.
+
Ostatnie wybory to potwierdziły. Ustalono, że PIS wygra w samorządach na prowincji, a PO w wielkich miastach. W ten sposób zwycięstwo PIS niczego nie zmieni, bo w Polsce wszystko jest głęboko scentralizowane, niedemokratyczne i przestępcze, zniewolone biurokracją molocha.
Przestępcze przejęcie nieruchomości lub fabryk w np. Milanówku pod Warszawą zajmuje tyle samo czasu i energii, co np. w Łodzi. Z tym, że skradzione majątki w Łodzi są setki razy więcej warte niż te w jakiejś mieścinie. A przecież po przejęciu wielkich miast, małe wsie i miasteczka i tak same wpadną w ręce rabusiów, bo takie miejscowości już zupełnie są ogołocone z tradycyjnej inteligencji pracującej, bo nawet nie ma tam już takiej elity, jak np. nauczyciele. A drobni skapitalizowani – bez kapitału - przedsiębiorcy już za parę groszy sprzedadzą nie tyko własną ciotkę czy sąsiadów, albo i własne dzieci.
Taka była ustawka z wyborami, błazeństwa Patryka Jakiego, Małgorzaty Wasserman etc. i nic się nie zmieniło, a będzie tylko gorzej, gdyż tak zaplanowano. Wszystko jest po staremu, widać to po tym, jak np. Hajka Grundbaum przestała brać prochy na uspokojenie i znowu zaczyna triumfalnie perorować i nawet rozgląda się za chłopami. Tylko patrzeć, jak upodobni się do Luny Brystygierowej i na korytarzu lub windzie zacznie łapać za genitalia przygodnie spotkanych mężczyzn.
Sam zakaz marszu w Warszawie nie pochodzi od HGW, ale od kogoś znacznie wyżej i prawdopodobnie od J.Daniels´a.
Wstępnie puszczono balony próbne zakazu marszu we Wrocławiu i kiedy nie było faktycznie żadnej reakcji ze strony jakichkolwiek ośrodków opiniotwórczych w Stolicy, to do przodu wyszła ta żydowska złodziejka Waltzowa i rozpędziła Marsz Niepodległości.
Jej zakaz zaowocował wspomnianym spotkaniem Dudy i Morawieckiego, którzy wyrazili dezaprobatę wobec jej decyzji, ale była to dezaprobata pożądana, szyta bardzo grubymi nićmi. Bardzo grubymi! W końcu obaj rzucili się na tę okazję do przejęcia marszu jak hieny na padlinę, jak paser na kradzione, spontanicznie! Chociaż było to głupio udawane, bo różne klipy telewizyjne musiały być przygotowane jeszcze przed zakazem i ta ich spontaniczność była planowana od miesięcy. A klip z weteranami zapraszajacymi na marsz Dudy był chyba wyprodukowany przez Fundację Ruderman, która to urządziła bardzo głośną nagonkę na Polskę - za IPN, a aktorzy w tym klipie wzywali do holokaustu(!) na Polsce.
Od Morawieckiego to w końcu nie wymagamy niczego, bo jest żydowski słup w systemie totalnego zadłużenia Polski u żydów. To, dlatego ten półgłówek został premierem, aby przypadkiem nikt inny do niczego się nie wtrącał. Morawiecki jest żydom wygodny, bo on nie wie nawet tego, że bank, w którym był on dyrektorem, udzielał kredytów we frankach. Podczas pobytu w Chełmie Morawiecki zapewniał solennie, że żydom w Polsce było i jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jako przykład podał, że we wszystkich innych krajach żydzi byli karani śmiercią za fałszowanie złotych monet, ale z wyjątkiem Polski. W Polsce żydom nic za to złodziejstwo nie groziło!
Duda jest o klasę mądrzejszy. Jest elokwentny, elastyczny jak guma w majtkach i tego samego dnia może wystąpić w roli a to kosmopolitycznego Boy’a Żeleńskiego, a to zacietrzewionego nacjonalisty Dmowskiego. W obu rolach wypadnie świetnie, jego Boy Żeleński wzmocni duchowo marsze zboczeńców, mowa patriotyczna a’la Dmowski wywoła gorączkę patriotyzmu wśród moherów.
Jedno, co jest u Dudy przerażające i bijące po oczach, to absolutny brak wstydu.
Duda obrzucany najgorszym łajnem będzie patrzył rozbrajającym wzrokiem z brakiem refleksji na własny bezwstyd. Prawdopodobnie jest to skutek traumy długotrwałego cielesnego współżycia z Izraelem – to jakieś ćwierć wieku. Duda kładzie się do łóżka z Izraelem i budzi się z Izraelem. Czasem – rzecz oczywista - w środku nocy jest budzony w wiadomym celu i zanim otworzy oczy to bije się z myślami czy ten Izrael, który go tak szturcha, to czy rzeczywiście Kornhauser czy może Golda Meir, która takie rzeczy robiła z kim tylko się dało, o ile tylko to było dobre dla Izraela. Kornhauser – poeta oczywiście, mamy na myśli.
I Duda właśnie jest chyba pierwszoplanową marionetką żyda Daniels’a. Duda inteligentny, bezmyślny, uczuciowy, bezwstydny, biznesmen i wódz armii, usłużny nosiciel cudzych bagaży – wszystko w jednym. Taki to Duda wydaje medal 100-lecia Niepodległości z niebieską wstążka, ale teraz – jak zaszła potrzeba - krzyczy, że marsz ma być biało-czerwony. To, dlaczego tak uświnił ten medal tymi żydowskimi barwami? A czy takich barw nie będzie na pochodzie pancernym 11 listopada 2018? A to po co Poczta Polska trudziła się i dokonała profanacji tych polskich biało-czerwonych barw tym znaczkiem polsko-żydowskim, tym żydowskim świństwem flagi Izraela? Jest to zbeszczeszczanie, które musi trafić do prokuratury.
📷
Znaczek jest przestępstwem zbezczeszczenia Polskich Barw Narodowych.
Ale Duda nigdy by się tym nie przejął, bo jest bezustannie sprzeczny, to człowiek - katastrofa. Jako taki postawi nas w bezpośrednim konflikcie z żydami na marszu, w naszym poniżeniu ich obecnością w pochodzie, bo my ich tam nie chcemy, bo żyd to śmierć Polski. A czy na Marszu Biało - Czerwonym barw i znaków żydowskich nie będzie?
- Będą!
Sama trasa przemarszu, którą chce przejść wódz narodu Duda, jest nie tylko kuriozalna, ale i po prostu niegodna – jest to stara sprawa.
Przypomnijmy, że ta haniebna trasa została zapowiedziana przez dziennikarkę TVP Joannę Osińską podczas wywiadu z Winnickim w roku 2011. Osińska zapowiedziała zmianę trasy, trasa ta nie będzie już szła przez centrum Warszawy. Potem w TV Gazeta Polska w red. Kania zaprezentowała Dawida Wildsteina, który zapowiedział, że marsz nie wpadnie w ręce polskie - "Bezczelność żydowska, żyd będzie prowadził Marsz".
https://vod.gazetapolska.pl/697-rozmowa-niezalezna-dawid-wildstein
Wildstein ostrzegł:
„MW i ONR snują jakieś nowe plany odnośnie następnych demonstracji. Ci, którzy mieliby popierać Młodzież Wszechpolską i ONR, jako organizatorów przyszłego marszu, będą uznani za POŻYTECZNYCH IDIOTÓW.”
Z tej rasistowskiej wypowiedzi żyda Wildsteina wynikła wielka awantura na Nowym Ekranie i artykuł atakujący Wildsteina napisany przez Cierpisza został zdjęty przez cenzurę - Tomasz Parol (Łażący Łazarz). W obronie Wildstein`a – polskiego patrioty – wystąpiła natychmiast cnota zawodowego patriotyzmu i demokracji Ewa Stankiewicz.
Od tamtej pory trasa marszu została formalnie narzucona przez Ratusz w Warszawie i organizatorzy Marszu pokornie zaakceptowali to, że Marsz ma być wyrzucony z Centrum i walić na wygon praski. Ten obecny strasznie niebezpieczny konflikt jest owocem tamtych konszachtów organizatorów Marszu z żydówką Gronkiewicz Waltz. I tak, co roku, marsze 11 listopada są wyprowadzane z centrum na zadupie Warszawy, jakim jest Praga.
Pisaliśmy wielokrotnie o tym, że trasa od Ronda Dmowskiego na Pragę jest niegodna, niebezpieczna i niewygodna. Zwracaliśmy się do organizatorów Marszu także poprzez Twittera, odpowiedzi nie było zbyt wiele i wkrótce nastąpiła blokada dostępu – ban.
Organizatorzy marszu niepodległości są aroganckimi kołtunami, wypełniającymi żydowskie polecenia kahału warszawskiego w sprawie przebiegu marszu, a to już właśnie od 2011 roku. Zresztą wszyscy oni, bez chyba większego wyjątku, są proweniencji żydowskiej i komunistycznej, i raczej nie ma wśród nich ani jednego polskiego inteligenta.
Marsz ma złą trasę i z w/w powodów jest:
- Niegodny.
- Niebezpieczny.
- Niewygodny.
Niegodny:
- Bo wszystkie marsze triumfalne zdążają do centrum miasta czy ośrodka. Hitler po zdobyciu Paryża przemaszerował przy Łuku Triumfalnym
Defilada zwycięstwa w Moskwie jest na Placu Czerwonym.
Nasze komunistyczne - PRL - defilady szły przez absolutne Centrum - zawsze!
Niebezpieczny:
- Bo marsz idzie przez miejsca, które są „wąskimi gardłami” i nie dają szansy ucieczki na boki w przypadki zagrożenia. Pierwsze takie miejsce to most, drugie to gwałtowny zakręt zaraz za mostem. Most był nawet podpalany - jako słabo skrywany terroryzm przeciwko marszowi.
Niewygodny:
- Bo ludzie po takim marszu chcieliby spocząć, usiąść na ławce, wypić kawę lub skorzystać z toalety. Pogadać, podreptać, potem wrócić do domu lub swoich miejsc zbiorek. I centrum jest ku temu idealne, mnóstwo kawiarni, liczne węzły komunikacyjne, bliskość dworców centralnych i lotniska Okęcie.
Już za czasów deklaracji Osińskiej taka trasa marszu musiała mieć motyw dodatkowy: usunięcie Pałacu Kultury z krajobrazu marszu.📷
Defilada milenium, żołnierze w historycznych zbrojach husarii, 1966.
Żydzi już wtedy zaplanowali zburzenie tego wielkiego majątku narodowego Polaków, celem jego łatwiejszego rabunku. Pałac Kultury rok po roku jest usuwany z życia Warszawiaków – jest dokonywana jego stopniowa eutanazja.
+
Nie ma wystarczających słów, potępienia czy szewskich "termiów" pod adresem tych „organizatorów” od organizacji marszu wypędzenia Polaków z Warszawy na Pragę!
Podkreślamy:
To jest niegodne, to naraża Polaków na niebezpieczeństwo, to naraża na niewygody, zmęczenie i kłopoty. Ci organizatorzy to bezczelni aroganci i ta obecna sytuacja z tym kopniakiem, jaki dostali od Dudy, Morawieckiego i Waltzowej jest absolutnie słuszną zapłatą. Gowin już zadeklarował, że sądowe odrzucenie zakazu Marszu Niepodległości jest bez znaczenia. Czyli dojdzie do użycia wojska celem blokady lub ponownego zakazu – rozwiązania marszu Niepodległości na chwilę przed godziną 14.
A faktycznie jest to również ustawka, ale oczywiście nie z organizatorami, ale ich mocodawcami.
Łatwo zauważyć, że Duda nigdy nie mógłby ukraść tego marszu tak jak to zrobił, gdyby ten marsz miał inną – godną i logiczną trasę.
A godna trasa marszu takiego wydarzenia to przemarsz i hołd pocztów sztandarowych przed Grobem Nieznanego Żołnierza.
Bo jest to najbardziej święte miejsce naszej walki, które nie może być ani pominięte, ani zapomniane podczas żadnych wydarzeń patriotycznych.
A tak jest niestety w tym pochodzie Marszu Niepodległości, marsz pomija milczeniem i zapomnieniem Grób Nieznanego żołnierza. Żadna organizacja narodowa i patriotyczna nie może sobie na to pozwolić w oczach Polaków patriotów. Jest to faktycznie nie tylko błąd, ale zmowa dyshonoru i skandal.
A poza tym marsz nie powinien nigdy zaczynać się za dnia a kończyć w nocy, bo nie są to zwyczaje ludzi cywilizowanych, chrześcijan, ale satanistów. To sataniści zbierają się w ciemnościach, a nie za dnia.
Dzień liturgiczny w Kościele Świętym zaczyna się o świcie, a to dlatego, aby dać święty Boży początek całemu dniu.
I tak z marszem: marsz powinien zacząć się rankiem, aby mieć swoja kulminację ok. godz. 12. Część uroczysta może trwać godzinę, a potem zebrani gromadzą się w mniejszych grupach, piją kawę czy piwo, śpiewają, odwiedzają okoliczne wystawy, a pod wieczór wracają do domu. Jest to dobry czas dla małych dzieci i starszych.
+
Taki marsz powinien być w symbolicznej geometrii marszem czterech stron świata jako Narodu.
📷
Naród przychodzi do swojej ukochanej Stolicy od wschodu, zachodu, południa i północy.
Spotyka się i potem cały jednoczy się, i pochód idzie razem – symbol!
Rondo Dmowskiego jest prawie idealne do takiego spotkania.
Od Ronda Dmowskiego marsz idzie do ronda Aleje Jerozolimskie. Nowy Świat.
‘A ta wstrętna nazwa rondo de Gaulle’a nie powinna być nigdzie wypowiedziane. De Gaulle był zdrajcą nie tylko Francji, ale całej Europy. To nikczemny kabotyn podobny do Piłsudskiego. De Gaulle zamordował więcej Francuzów niż Gestapo w Paryżu.
Potem marsz idzie Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem, Królewską - przed pomnik Nieznanego Żołnierza, potem docelowo, ale w luźnym szyku, marsz idzie na Plac zamkowy.
📷
Weterani powstania styczniowego przed Grobem Nieznanego Żołnierza, 1926 r.
2 listopada 1925 roku, w Grobie Nieznanego Żołnierza na Pl. Saskim w Warszawie złożono szczątki bezimiennego obrońcy Lwowa z 1918 r.
Grób jest symbolem walk o wolność Ojczyzny i miejscem najważniejszych uroczystości państwowych.
Przed Grób Nieznanego Żołnierza podchodzą wyznaczone poczty sztandarowe różnych grup i gości, z zatwierdzonymi symbolami i hasłami, i tam pod ochroną straży pochodu oddają hołd Nieznanemu Żołnierzowi.
W Warszawie nie może być żadnego uczczenia wielkiego wydarzenia narodowego o charakterze zbrojnym bez oddania czci przed tym Grobem.
A wyjście Marszu z Centrum na Pragę to absolutna pogarda dla Ducha Narodu!
Zresztą trudno tutaj oprzeć się głębszej refleksji. Marsz Niepodległości jest w swojej symbolice antropologicznej podobny nowej mszy NOM. Tam kapłan odwrócony jest od Najświętszego Sakramentu, pomija go i lekceważy. Tu podobnie marsz idzie i jest odwrócony plecami do Grobu Nieznanego Żołnierza, uczestnicy marszu również lekceważą to co jest w tam marszu najważniejsze Żołnierską ofiarę życia z Ojczyznę.
Zdumiewające, że w niedzielę rano jest planowany wielki różaniec modlitewny wokół Sejmu, Potem zaś ci modlitewni również pójdą na Pragę. „Na Pragie panie, na Pragie – bo ja jestem warsiawski taksówkarz”
Potężna jest moc posoborowego obłędu. Jako jego ofiary jesteśmy łatwą zwierzyną łowną dla żydów.
Ale dla tych dotychczasowych organizatorów Marszu to nigdy nie było ważne, bo to nie oni faktycznie decydowali o trasie przemarszu czy godzinie.
Teraz padli, a na tę padlinę rzucił się trupojad Duda. On w kordonach policji, wojska, wozów bojowych otoczony komunistami, żydami, zboczeńcami, propagatorkami aborcji i eutanazji, poprowadzi ten marsz na Pragę. Niewątpliwie w jego towarzystwie nie będzie ręki podniesionej w geście salut, ale będzie mnóstwo jarmułek, a może nawet pojawią się izraelscy mundurowi. Te żydowskie symbole będą obecne.
Niewątpliwe będzie tam Azari, a może nawet Daniels.
„W wielkiej historii Narodu Wybranego, jego walki o przetrwanie, zachowanie tradycji i wiary, walki o wolność jest pewne podobieństwo pomiędzy Żydami a Polakami - powiedział Andrzej Duda. - Chciałbym, żeby święto 100-lecia odzyskania niepodległości było świętem wspólnym, naszym, nas wszystkich razem, wszystkich tych, dla których Polska jest drogą, Polska niepodległa, Rzeczpospolita, którą ja nazywam i zawsze chciałbym nazywać Rzeczpospolitą Przyjaciół, w której razem mieszkamy i razem możemy się nią cieszyć - dodał Prezydent.”
To Daniels jest organizatorem tego wszystkiego i on zadba o to, że ten marsz będzie koszerny, całkowicie koszerny! Bo rok temu skarżył się, że jeden wrogi transparent był na pochodzie. I to był jedne za dużo. W tym roku będzie koszernie.
A może i będzie bardzo koszernie, bo dojdzie do przelewu polskiej krwi. Decyzja HGW, decyzja Dudy to otwarte prowokacje i zmieszanie, to niebezpieczne wprowadzenie totalnego zamieszania podczas przemarszu.
Wróg jest zorganizowany, wyśle swoich prowokatorów - to niewątpliwe.
Widok Dudy otoczonego zbrojnie przez goryli i wojsko pójdzie w świat i nawet jak nie będzie krwawych rozruchów, to pokaże Polskę jako kraj, który musi być prowadzony zbroją ręka tajemnej policji podsłuchów, aresztowań, wypędzeń i prewencyjnej cenzury.
Nie Pan Bóg ma w opiece Nasz Naród i Naszą Stolicę!
Ave.....
Ave.....
Ave.....
In Christo
Krzysztof Cierpisz
8-XI-2018
+++
Marsz Niepodległości. Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zakaz ... (Okupacja żydowska w Polsce) Na 11 listopada zaplanowano Marsz Niepodległości. Tymczasem prezydent Warszawy wydała zakaz na organizację tego wydarzenia. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała decyzję o zakazie organizacji ...Created on 07 November 20183.
Gronkiewicz-Waltz: Jeśli uznam to za stosowne, to rozwiążę Marsz Niepodległości ... (Okupacja żydowska w Polsce) Bravo! Żydówa Gronkiewicz rozstawia PIS po kątach. kto tu shądzi w tym wahsiawa polin? - ja, to ja żydówa hanka! Bravo! Red. Gazeta Warszawska. Żydowskie chmury nad marszaminiepodległości: Czy ”ONR” ...Created on 05 November 20184.
Brunatne święto niepodległości. Marsz przyciągnie radykałów z całej Europy ... (+Pugna+) ... gorzej niż w tekście, bo nie będzie to marsz faszystów, antysemitów czy ksenofobów: Nadchodzi czas asemityzmu! Żydzi zostaną wykluczeni ze społeczności ludzkiej w świecie. Red. Gazeta Warszawska ...Created on 01 November 20185.
Marsz 11 listopada - Czy przywódcy obcych państw boją się zamachu w Warszawie? ... (Zamach) Sytuacja z marszem 11 listopada przypomina dość mocno sytuację z pochówkiem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który to pogrzeb został chybcikiem przeniesiony z Warszawy do Krakowa – a to właśnie z powodu ...Created on 30 October 20186.
Rabin Schudrich o Marszu Niepodległości: Faszyzm, hańba, skandal.. ... (Okupacja żydowska w Polsce) Schudrich prowokuje interwencję Mossad`u na Marszu 11 listopada. Należy oddać sprawę tego bydlaka, "Wyborczej", Wysockiej do prokuratury! Red. Gazeta Warszawska Widziałem tam faszyzm ...Created on 29 October 20187.
MARSZ MILIONA NA 100-LECIE 11 listopada 2018 roku - Rondo Dmowskiego, godzina 14:00 ... (+Pugna+) Szanowni Państwo, Dzisiaj ogłosiliśmy światu hasło tegorocznego Marszu Niepodległości, a jest nim dewiza naszego Narodu, pod którą nasi przodkowie podejmowali walki niepodległościowe: BÓG, HONOR I ...Created on 24 October 20188.
Kto i po co rozwiązał marsz ONR w trakcie rocznicy Powstania Warszawskiego? ... (Okupacja żydowska w Polsce) Od lat krytykujemy trasę przejścia „MarszuNiepodległości” – Z Centrum na Pragę (na pragie.., na pragie...), za co spada dużo krytyki i oskarżeń o antypatriotyzm czy antysemityzm. Szczególne ostatni ...Created on 12 August 20189.
Trasa Marszu Niepodległości zniewagą i próbą masowego morderstwa na Polakach(+) ... (+Pugna+) "Następny Marsz Niepodległości musi mieć zmienioną formułę ma Marsz Katolicko - Narodowy. Marsz ten musi być zorganizowany właśnie przez struktury alternatywne. Bacząc przy tym, aby tych żydowskich bandziorów ...Created on 10 August 201810.
Poseł Chruszcz - HGW a nie PiS zablokowała Marsz Powstania ... (Video)
Czy ten p. Chruszcz, przy takim stopniu świadomości, może być politykiem? Red. Gazeta Warszawska Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” ...Created on 09 August 201811.
Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie? ... (Okupacja żydowska w Polsce) +++ Laudetur Iesus Christus Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie? Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji wśród „ruchów ...Created on 08 August 201812.
Ewa Gawor: Jeśli takie zachowania, jak na pochodzie ONR-u, będą miały miejsce na marszu 11 listopada, zdecyduję o jego rozwiązaniu ... (Okupacja żydowska w Polsce) - Jeśli takie zachowania, jak na pochodzie ONR-u, będą miały miejsce na marszu 11 listopada, zdecyduję o jego rozwiązaniu - mówiła podczas konferencji dyrektor stołecznego Biura Bezpieczeństwa i Zarzadzania ...Created on 04 August 201813.
Jonny Daniels nakazał rozwiązanie marszu ONR 1 sierpnia 2018. ... (Okupacja żydowska w Polsce) Dzień po rozwiązaniu marszu ONR (Marsz Powstania Warszawskiego) przez policję "patrioci" gorączkowo debatują - usprawiedliwiają się faktycznie (autocenzura!) - na temat okoliczności rozpędzenia tego marsz ...Created on 02 August 201814.
Wybory 2018 - Sabotaż! Sabotaż! Sabotaż! (Okupacja żydowska w Polsce) ... i o Polsce, która ...Created on 18 January 2018 Marsz 11 listopada - Czy przywódcy obcych państw boją się zamachu w Warszawie?(Zamach)Sytuacja z marszem 11 listopada przypomina dość mocno sytuację z pochów ...Created on 05 November 201815.
Róża La Pasionaria (+Pugna+) ... kład neofaszyzmu w Polsce podano ubiegłoroczną demonstrację w Warszawie w dniu 11 listopada (Marsz Niepodległości), zaplanowaną przez "skrajnie prawicowe organizacje". Demonstranci nieśli banery z ksenofobi ...Created on 30 October 2018
Obóz Narodowo-Radykalny (III Rzeczpospolita) (Politics ) ... i gromadzi ok. 250 osób. 11 listopada 2007 – ONR po raz kolejny był organizatorem manifestacji narodowej w rocznicę Święta Niepodległości. Tym razem na marszu w Warszawie zgromadziło się blisko 300 osó ...Created on 04 August 201823.
Redakcja poleca: Stary Profesor i Kibole (+Pugna+) ... godz. 15 – Marsz Niepodległości ( zbiórka przy pl. Konstytucji), 11) godz. 18 – koncert. Dudziaka wraz z zespołem ( ogrzewany namiot za pl. Teatralnym). Po doświadczeniach zeszłorocznego Marszu Niepodległości ...Created on 23 May 2018
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2016.12.21 17:07 desnisa Albański Alp - Bajka Journey

W regionie wzorcowym ośrodkiem turystyki górskiej jest w Alpach albańskich, National Parks z Thethi, Valbony oraz region Kelmendi. W "Przeklęte" Góry są zarówno prawdziwie spektakularny i virually nieprzenikniona wyjątkiem serii wysokie przełęcze, które łączą się z niewielkiej liczby gospodarstw i domów w dolinach poniżej do świata zewnętrznego w miesiącach letnich.
Valbona River Valley leży we wschodniej części Alp albańskich. Park narodowy 8000 ha, jest jednym z najpiękniejszych obszarów naturalnych w Albanii. W parku znajduje się około 22 km od alpejskiego miasta Bajram Curri. Przed wejściem do doliny znajdziesz sprężynę (Vrellen) od Shoshan znajdujący się w odległości 3 km od Bajram Curri. Tej wiosny sitowie poprzez szczeliny wapiennych na jego drodze do rzeki Valbona stworzenie atrakcyjnego kanion 3/2 szerokości i 50 m głębokości. Po wejściu do doliny, miniesz kilka malowniczych wiosek. Pierwszy z nich, z alpejskich domów stylu, nazywa Dragobia, i to jest miejsce, gdzie dolina zwęża. Przeszłość Dragobia, u podnóża góry, gdzie strumień Cerremi łączy rzekę Valbona, jest słynna jaskinia gdzie bohater narodowy Bajram Curri był oblegany i zabity. To było po tym wydarzeniu, że miasto miało swoją nazwę. Valbona (lub Selimaj) znajduje się w odległości 25 km od miasta Bajram Curri i jest najważniejszym zamieszkane centrum doliny. Jest pełna tradycyjnych domów, które tworzą malowniczy widok w symetrii z naturalnych cudów dolinie, która rozszerza się ponownie w tym punkcie. W Selimaj, jest wygodny i tradycyjny hotel, lub może masz możliwość pozostania w rodzinnej miejscowości, na ofiarności mieszkańców i gościnność są dobrze znane. Strefa jest również znany ze swojego charakterystycznego kuchni regionalnej, specjały takie jak "mazja", "flija" (a wielu warstwowe danie naleśnik-jak gotowane na zewnątrz nad otwartymi węgli i na parze, często podawane z lokalnym miodem) i "pitja". Poza Selimaj, droga prowadzi przez dolinę wśród wspaniałych widoków natury o bogatej kolorystyce, zarówno wiosną i śniegu, który pokrywa szczyty skaliste góry.
Ostateczna wioski przed przyjazdem u źródeł rzeki Valbona jest Rrogam. Rrogam jest odległej wiosce otoczony dziewiczym i nienaruszonej natury. Cała dolina jest prezentują z rzadkich oraz pięknem barw. Z jednej strony widać krystalicznie czyste wody Valbony, az drugiej ostre krawędzie, ale Verdant górskich. Maj to ostatni miesiąc, kiedy można cieszyć się kontrast czystym białym śniegu na wierzchołkach drzew na tle błękitnego nieba. Reszta składa się z lasów bukowych, arnen, orzechy włoskie, kasztany i dzikich jabłoni. Istnieje również wiele owoców leśnych, takich jak jagody i truskawki. Zwierzęta w parku m.in. niedźwiedzie, wilki, dzikie koty, a nawet stada dzikich kóz wspinanie się na skały. W rzece można znaleźć marmuru pstrąga, rzadki ryb występujących w wodach krystalicznie czyste z Valbony ze szczególnym i wyszukanym smakiem. Dolina, park i wszystkie okolica znana jest z intensywnymi opadami śniegu, który rozpoczyna się na początku listopada i trwa prawie do maja. Średnia ilość śniegu w tym regionie w ciągu roku wynosi 100 cm. Istnieje wiele na świeżym powietrzu w parku narodowym, takich jak jazda na nartach, wspinaczka, wędkowanie, wycieczki piesze i całej doliny i strumieni (Cerremi, Kukaj) oraz spływy wzdłuż niektórych odcinkach rzeki. Valbona może również służyć jako punkt wyjścia, jeśli chcesz, aby wspiąć się na Jezerca Góry, drugi najwyższy szczyt Albanii.
Innym ciekawym miejscem w Alpach Zachodnich jest Vermoshi, części północnego-Most górach kraju, położone 95 km od Shkodra w regionie Kelmendi (od rzymskiego słowa "Clemens", czyli delikatne, proste i dobrze). Pierwszą rzeczą, aby złapać oko wzdłuż drogi jest Qafa e Rrapshit, gdzie można zobaczyć krystalicznie czyste wody z rzeki CEMI tworząc piękny kontrast z otaczającym krajobrazem. Latem stawy rzeki są idealne do opalania i wielu odwiedzających przestać salonie w słońcu i korzystać z nich, samych. Vermoshi stoi w polu alpejskiego 1,100 m npm w otoczeniu wysokich zboczach. Można bawić się przez trekking, wspinaczka, jazda na nartach, lub połowu pstrąga górskiego. Mieszkańcy są dumni, że ich kuchnia jest jedyną naprawdę przyjemne dla gości, gdy akcentowane przez własnych produktów mlecznych, więc należy oddawać. Pełne podróż wśród mieszkańców tego regionu albańskiego daje nie tylko szansę żyć pomiędzy mityczną atmosferę i współczesnego świata, ale również pozwalają cieszyć się słynną gościnnością wymieniony przez niemal każdego cudzoziemca, który miałem szczęście odwiedzić. Objazd alpejskie Albanii nie jest kompletna bez postoju w słynnych zachodnich Alp (lub Alpet Perëndimore). Tutaj można cieszyć się niepowtarzalną okazję do chodzenia, oddech, snu i jedzenia pośród legend sprzed Homera i przez współczesnych opowieści o naszej majestatycznej tajemnicy i intrygi. Ta wycieczka daje rzadką okazję cieszyć sercu Alp albańskich, Gropa e Thethit. Podróż rozpoczyna się od kapitału kulturowego Shkodra i wędruje 41 km do miejscowości Razma. Położony na jeżyna hillat stóp Veleçik Mountain, Razma stoi pośród bujnych lasów sosnowych i brzóz. Łąki i pastwiska alpejskie obfitują niesamowite, zalewając każdego odwiedzającego z bystrym okiem w piękno Bałkanach. Nawet w środku zimy, gdy śnieżne zaspy tout najwyższy poziom od sezonu, przygoda turystów odwiedza Razma. Kilka hoteli już istnieją, a inne są już na ukończeniu. Wspólne działania na wycieczki są wspinaczka górska, jazda na nartach, a przy sprzyjającej pogodzie, pole namiotowe. Droga zmienia się z Razmato wioskę Dedaj a następnie na Boga a wsi otoczonej Alpami i opisany przez Edith Durham w swojej książce "The Burden Bałkanów".
To tutaj bogatych rodzin Shkodra zbudowali swoje domy i wille na odpoczynek i uciec z miasta przed II wojną światową. Boga jest idealnym miejscem do wspinaczki górskiej, jazdy na nartach i Jaskinia spelunking. Wśród najbardziej znanych jaskiń, użytkownicy często zagłębić się w Jaskini Mulliri (Mill), Akullore (lody), a Njerëzve të Lagun (Wet osób). Jaskinia Puci jest jednym z najbardziej atrakcyjnych, położony 1087 m npm i 5 km głębokości. Jaskinia ta jest bogata w stalaktyty, stalagmity i welony ścienne oraz oddziały w wielu różnych poziomach, pięć sama w środku. Przechodząc przez jego zakrzywione galerii można dojść do kolejnej jaskini, Jaskinia Husi. Po Boga a można znaleźć jeden z najbardziej popularnym miejscem turystycznym na całym obszarze, Thethi. Położony 70 km od Shkodra, należy zdać Qafa e Tërthores przy 2000 m. npm przed zejściem do "Gropa e Thethit" przez skrzyżowanie strumień noszącego tę samą nazwę. Jest to podróż będzie chcesz mieć aparat gotowy, pełen długich widoki z góry, z wody kaskadowych w dół urwistych wzgórz i drzew walczą na działanie promieni słonecznych na skalistych zboczach. Obszar ten jest bogaty w atrakcyjnych miejsc takich jak wodospadu Grunas, wysoka 30 m, niesamowite źródeł wody zimnej o Okół i jaskiniach Birrat mnie Rrathë (okrągłe otwory) i Arapi. W parku ludzie często bawią poprzez wędrówki, wspinaczki górskie, narciarstwo (zwłaszcza na stoku wschodnim), wędkowanie, nawet kolarstwa górskiego i spelunking. Prawie 90% powierzchni parku jest objęta buków, zapewniając odcień dla wielu różnych rodzajów kwiatów, takich jak Wulfenia Baldacci, odkrytych przez włoski botanik Baldacci. Fascynująco, kwiat ten występuje tylko w Thethi. Fauna jest równie bogaty jak flory, wyróżniający słynnego Golden Eagle i Rriqebulli (lynx). W wodach strumienia Thethi, marmurowe pstrąg ich domu. Podczas gdy w Thethi można zatrzymać się w lokalnych schroniskach przeznaczonych do wyświetlania tradycyjnej architektury alpejskiej. Charakterystyczną danie z obszaru jest fërliku (pieczone mięso) lub próbki jednego z dużych odmian lokalnych pstrąga. Jeśli czas pozwoli, wielu podróżnych cieszyć krótką wycieczkę do doliny rzeki Shala, który przynosi im bliskie sercu Alp.
submitted by desnisa to albaniantourism [link] [comments]


2016.12.21 16:48 desnisa Albania: Back in time

Vermoshi Innym ciekawym miejscem w Alpach Zachodnich jest Vermoshi, części północnego-Most górach kraju, położone 95 km od Shkodra w regionie Kelmendi (od rzymskiego słowa "Clemens", czyli delikatne, proste i dobrze). Pierwszą rzeczą, aby złapać oko wzdłuż drogi jest Qafa e Rrapshit, gdzie można zobaczyć krystalicznie czyste wody z rzeki CEMI tworząc piękny kontrast z otaczającym krajobrazem. Latem stawy rzeki są idealne do opalania i wielu odwiedzających przestać salonie w słońcu i cieszyć się. Vermoshi stoi w polu alpejskiego 1,100 m npm w otoczeniu wysokich zboczach. Można bawić się przez trekking, wspinaczka, jazda na nartach, lub połowu pstrąga górskiego. Mieszkańcy są dumni, że ich kuchnia jest jedyną naprawdę przyjemne dla gości, gdy akcentowane przez własnych produktów mlecznych, więc należy oddawać. Pełne podróż wśród mieszkańców tego regionu albańskiego daje nie tylko szansę żyć pomiędzy mityczną atmosferę i współczesnego świata, ale również pozwalają cieszyć się słynną gościnnością wymieniony przez niemal każdego cudzoziemca, który miałem szczęście odwiedzić.
Thethi Po Boga a można znaleźć jeden z najbardziej popularnym miejscem turystycznym na całym obszarze, Thethi. Położony 70 km od Shkodra, należy zdać Qafa e Tërthores przy 2000 m. npm przed zejściem do Gropa e Thethit przez skrzyżowanie strumień noszącego tę samą nazwę. Jest to podróż będziemy chcieli mieć aparat gotowy, pełen długich widoki z góry, z wody kaskadowych w dół urwistych wzgórz i drzew walczą na działanie promieni słonecznych na skalistych zboczach. Obszar ten jest bogaty w atrakcyjnych miejsc takich jak wodospadu Grunas o wysokiej 30 m, niesamowite źródeł wody zimnej o Okół i jaskiniach Birrat mnie Rrathë (okrągłe otwory) i Arapi. W parku ludzie często bawią poprzez wędrówki, wspinaczki górskie, narciarstwo (zwłaszcza na stoku wschodnim), wędkowanie, nawet kolarstwa górskiego i spelunking. Prawie 90% powierzchni parku jest objęta buków, dostarczając odcień dla wielu różnych rodzajów kwiatów, takich jak Wulfenia Baldacci, odkrytych przez włoski botanik Baldacci. Fascynująco, kwiat ten występuje tylko w Thethi. Fauna jest równie bogaty jak flory, wyróżniający słynnego Golden Eagle i Rriqebulli (lynx). W wodach strumienia Thethi, marmurowe pstrąg ich domu. Podczas gdy w Thethi można zatrzymać się w lokalnych schroniskach przeznaczonych do wyświetlania tradycyjnej architektury alpejskiej. Charakterystyczną danie z obszaru jest fërliku (bakedmeat) lub próbki Jednym z wielu odmian lokalnych pstrąga. Jeśli czas pozwoli, wielu podróżnych cieszyć krótką wycieczkę do doliny rzeki Shala, który przynosi im bliskie sercu Alp. Dolina Valbony Valbona River Valley leży we wschodniej części Alp albańskich. Park narodowy 8000 ha, jest jednym z najpiękniejszych obszarów naturalnych w Albanii. W parku znajduje się około 22 km od alpejskiego miasta Bajram Curri. Przed wejściem do doliny znajdziesz sprężynę (vrellen) od Shoshan znajdujący się w odległości 3 km od Bajram Curri. Tej wiosny sitowie poprzez szczeliny wapiennych na jego drodze do rzeki Valbona stworzenie atrakcyjnego Canyon 2-3 m szeroka i głęboka 50 m.
Po wejściu do doliny, miniesz kilka malowniczych wiosek. Pierwszy z nich, z alpejskich domów stylu, nazywa Dragobia, i to jest miejsce, gdzie dolina zwęża. Przeszłość Dragobia, u podnóża góry, gdzie strumień Cerremi łączy rzekę Valbona, jest słynna jaskinia gdzie bohater narodowy Bajram Curri był oblegany i zabity. To było po tym wydarzeniu, że miasto miało swoją nazwę. Valbona (lub Selimaj) znajduje się w odległości 25 km od miasta Bajram Curri i jest najważniejszym zamieszkane centrum doliny. Jest pełna tradycyjnych domów, które tworzą malowniczy widok w symetrii z naturalnych cudów dolinie, która rozszerza się ponownie w tym punkcie. W Selimaj, jest wygodny i tradycyjny hotel, lub może masz możliwość pozostania w rodzinnej miejscowości, na ofiarności mieszkańców i gościnność są dobrze znane. Strefa jest również znany ze swojego charakterystycznego kuchni regionalnej, specjały, takie jak mazja, flija (a wielu warstwowej płytce naleśnik-jak gotowane na zewnątrz nad otwartymi węgli i na parze, często podawane z lokalnym miodem) i pitja. Poza Selimaj, droga prowadzi przez dolinę wśród wspaniałych widoków natury o bogatej kolorystyce, zarówno wiosną i śniegu, który pokrywa szczyty skaliste góry. Ostateczna wioski przed przyjazdem u źródeł rzeki Valbona jest Rrogam. Rrogam jest odległej wiosce otoczony dziewiczym i nienaruszonej natury. Cała dolina jest prezentują z rzadkich oraz pięknem barw. Z jednej strony widać krystalicznie czyste wody Valbony, az drugiej ostre krawędzie, ale Verdant górskich. Aż do maja można cieszyć kontrast czystym białym śniegu na wierzchołkach drzew na tle błękitnego nieba. Flora parku narodowego obejmuje różnorodne krzewy i drzewa, najbardziej rozpowszechniony gaje których są drzewa Hormoq. Reszta składa się z lasów bukowych, arnen, orzechy włoskie, kasztany i dzikich jabłoni. Istnieje również wiele owoców leśnych, takich jak jagody i truskawki. Zwierzęta w parku m.in. niedźwiedzie, wilki, dzikie koty, a nawet stada dzikich kóz wspinanie się na skały. W rzece można znaleźć marmuru pstrąga, rzadki ryb występujących w wodach krystalicznie czyste z Valbony ze szczególnym oraz wyszukanym smaku. że dolina, park, a wszystkie okolica znana jest z intensywnymi opadami śniegu, który rozpoczyna się na początku listopada i trwa prawie do maja. Średnia ilość śniegu w tym regionie w ciągu roku wynosi 100 cm. Istnieje wiele na świeżym powietrzu w parku narodowym, takich jak jazda na nartach, wspinaczki, wędkarstwa, wycieczek i trekkingu całej doliny i strumieni (Cerremi, Kukaj) oraz spływy wzdłuż niektórych odcinkach rzeki. Valbona może również służyć jako punkt wyjścia, jeśli chcesz, aby wspiąć się na Jezerca Góry, drugi najwyższy szczyt Albanii.
submitted by desnisa to albaniantourism [link] [comments]


TCL Seria EP68 : ZANURZ SIĘ W JAKOŚCI OBRAZU_ PL Music Hub Academy - YouTube Ulik weselny zrobiony własnoręcznie cieszy najbardziej :-) 7 najbardziej wkurzających misji w serii GTA - YouTube WOZIMYSIE.PL - YouTube TOP 10 najbardziej OPŁACALNYCH smartfonów  I kw. 2020 ... Co jej (jemu) się najbardziej we mnie spodobało?

Najbardziej wpływowi influencerzy w polskim internecie w ...

  1. TCL Seria EP68 : ZANURZ SIĘ W JAKOŚCI OBRAZU_ PL
  2. Music Hub Academy - YouTube
  3. Ulik weselny zrobiony własnoręcznie cieszy najbardziej :-)
  4. 7 najbardziej wkurzających misji w serii GTA - YouTube
  5. WOZIMYSIE.PL - YouTube
  6. TOP 10 najbardziej OPŁACALNYCH smartfonów I kw. 2020 ...
  7. Co jej (jemu) się najbardziej we mnie spodobało?
  8. Q&A #13: Czy pościmy o chlebie i wodzie? Czego najbardziej brakuje ludziom?
  9. 10 najdziwniejszych lub najbardziej pokręconych walk z bossami w grach

️ Smartfony z zestawienia: https://bit.ly/39AqC3f 📱 Smartfony: https://bit.ly/2Q2SMMA 💻 Laptopy i tablety: https://bit.ly/2TXrI2k 🖥 Komputery stacjonarne: h... Pojedynki z bossami to z reguły najciekawsze i najbardziej angażujące fragmenty gier. Twórcy starają się więc z całych sił, by wycisnąć z nich jak najwięcej i uczynić je iście ... Oto dawno obiecany special z okazji 1000 subów (wiem, że teraz mam ich 1700, ale nie takie rzeczy już się działy na Youtubie). Dzisiaj przedstawię wam 7 misj... Akademia Muzyki na warszawskim Powiślu ucząca dzieci, młodzież oraz dorosłych cieszyć się muzyką na codzień. Nasza metoda nauczenia oparta jest na wieloletni... Pierwsze 5 minut filmiku paplanina dla wytrwałych lub tych co mnie kochają bezinteresownie Od 5 minuty filmu- rozkład na odpowiedz do pytania ,, co jej (jemu) się najbardziej we mnie ... Dlaczego wierzący poddają się leczeniu i modlą się o uzdrowienie, zamiast cieszyć się z bliskiego spotkania z Bogiem? 6. Czy codziennymi czynnościami mogę wielbić Boga? Wykonanie po raz pierwszy ulika weselnego. Nie miałem zbyt dużo czasu, ale jakoś sobie poradziłem. Ponad pół godziny pracy i jest mój ulik weselny :) Nie ma to jak cieszyć się z tego co ... Sprawdzi się na spacerach, podczas sesji joggingowych, na wycieczkach rowerowych, a nawet podczas biegów narciarskich, w towarzystwie jednego lub dwójki maluchów. Odkryj, jak przyjemna może ... Seria EP68 łączy smukłą, ultra-cienką konstrukcję metalową, jakość obrazu 4K HDR PRO z Wide Color Gamut, Dolby Vision oraz najbardziej zaawansowanym systemem...